czwartek, 9 października 2014

„Sny o zagładzie" Chapter 1 cz II

I wysłał mi nie dokończone zdanie. Się nie dziwię. Czasami jak nie chce mu się pisać to wysyła mi wiadomość, której połowa gdzieś magicznie zniknęła. Ale za dużo kropek. Chyba przytrzymywał palec za długo na klawiszu.  Spojrzałem w jego stronę. Oczy miał wytrzeszczone a usta otwarte. Tyle, że nie wpatrywał się tak we mnie, ale w stronę drzwi.
Kiedy tam spojrzałem na pewno wyglądałem tak samo jak on. No, tyle, że ja tylko wytrzeszczyłem oczy o wiele bardziej.  W drzwiach stała dziewczyna o blond włosach z warkoczem na bok. Sięgał jej mnie więcej do pasa. Grzywka była obcięta dość amatorsko, ale nawet nie było tego widać. Twarz. Jej twarz była najładniejszą jaką dotąd widziałem. A na prawdę było ich wiele. Wyglądała jak anioł, jeśli można to tak opisać. Ubrana była na prawdę nie ziemsko.  W przeciwieństwie do mnie miała na sobie białą spódniczkę ponad kolano, biało-różowe trampki, jasno niebieską bluzkę z krótkim rękawem i na to wszystko szarą bejsbolówkę z literą A. Bluza wyglądała na bardzo używaną.  Ona była cała kolorowa. Jaśniała szczęściem. Miała także czarny plecak w białe gwiazdki przewieszony przez ramię. Wyglądała po prostu niesamowicie.
-No dobrze. Kochani, to jest yyy…-czy pani Dubiel właśnie straciła zasób słów? Jeśli tak, to wiem jak się czuje.-wasza nowa koleżanka. Zapoznacie się bliżej na przerwie. Niestety, skarbie musimy dokończyć lekcję, ale zdążysz się jeszcze przedstawić więc nie martw się. Mamy tylko jedną wolną ławkę. Jej właścicielki są jeszcze na wakacjach więc do ich powrotu porostu będziesz siedzieć na tych miejscach.
Nowa posłuchała jej i przeszła przez kilka rzędy ławek, aż dotarła do tej, która kiedyś należała do Natalii i Sandry.  Obok mnie. Kiedy szła spoglądała na wszystkich po kolei i uśmiechała się. Gdy jej wzrok spotkał moje spojrzenie, poczułem się jakby uderzyła we mnie błyskawica.  Zielone, tak na pewno były zielone. Ale i tak już wiedziałem, że teraz na pewno będę musiał chronić ją przed Mansonem. Nowa uśmiechnęła się do mnie o wiele szerzej niż do innych. Zdjęła plecak, usiadła i wyciągnęła książki do polskiego.  Wyprostowała się i rozglądnęła dookoła. Wszyscy się na nią gapili. Gdy tylko się zorientowała oblała się rumieńcem. Chciałem na nich wrzasnąć żeby przestali bo tylko ja mogę się w nią wpatrywać. Moje marzenia przerwała pani Dubiel.
-Więc przejdźmy do lekcji.
Po skończeniu omawiania rzeczownika zaczęliśmy się pakować.  Do dzwonka została minuta. Pani pozostawiła nam minutę na poznanie się z Nową. Ku mojemu zdziwieniu podeszła do mnie.
-Cześć. Wybacz, że ci przeszkadzam, ale widzę, że jesteś dobry z języka polskiego. Czy mógłbyś poświęcić mi kilka minut na przerwie i wytłumaczyć co to są aforyzmy?- spytała. Jej głos brzmiał jeszcze delikatniej niż mogłoby się wydawać.
-Jasne, że nie przeszkadzasz.  Ale dlaczego akurat aforyzmy cię interesują?- JAK JA TO ZROBIŁEM?! ZABRZMIAŁEM PO PROSTU JAK CZŁOWIEK!!! Choć tak na prawdę w środku się we mnie buzowało.  Czułem, że nie musze się przy niej krępować. To coś takiego jakbyś wiedział jak zareaguje ta druga osoba na to co powiesz.
-A nie można już się dowiedzieć?-odpowiedział pytaniem na pytanie, śmiejąc się. Naprawdę nie był to śmiech, który można uznać za drwiny itp. To był po prostu śmiech przyjaciela. Oczywiście odwzajemniłem uśmiech, i to mój pierwszy uśmiech odkąd tylko pamiętam.
-Można. Oczywiście, ale dziwię się, że akurat te nudne cytaty tak cię zaintrygowały. Lepsze są wiersze lub poezja. No przynajmniej dla dziewczyny.- założyłem plecak na ramię akurat, gdy zadzwonił dzwonek. Nowa wyglądała trochę na urażoną, ale i tak przyjaźnie się do mnie odnosiła.
-A co? Dziewczyna nie może interesować się czymś innym niż Romeem i Julią?- razem wyszliśmy z klasy i wędrowaliśmy korytarzem.
-Tego nie powiedziałem.- powiedziałem spoglądając na nią od tyłu gdy schodziliśmy po schodach. Szła przede mną. W podskokach. Dosłownie. Z każdego stopnia zeskakiwała jakby wciąż jeszcze miała pięć lat.
-Ale to tak zabrzmiało. Więc… co to aforyzmy?-spytała ponownie, odwracając się do mnie. I znowu patrzyłem jej w oczy. I zawiesiliśmy się. To jakby czas się zatrzymał. Ona wpatrywała się we mnie, a ja w nią.
-Złote myśli. Tak mnie więcej.-odparłem po chwili ciszy. Nowa, spojrzała na ziemię i uśmiechnęła się pod nosem.
-To do niej podobne-mruknęła dalej się uśmiechając.- No choć. Nie chcę się przez ciebie spóźnić na moją drugą lekcję w tej szkole!- złapała mnie za rękę i zbiegła po schodach. Starłem się nie ściskać jej dłoni zbyt mocno, ale też nie chciałem trzymać jej za lekko bo pomyślałaby sobie, że chcę ją puścić. Nie chciałem.
Zeszliśmy na dół, a kiedy odłożyliśmy plecaki, nie dała mi nawet chwili na wypowiedzenie „Dzień dobry” naszej pani od matematyki z którą mieliśmy mieć teraz lekcje. Od razu pociągnęła mnie na najniższe piętro. Kiedy usiedliśmy oboje dyszeliśmy. Ona na prawdę szybko biega.
 -Tak w ogóle to nawet nie znam twojego imienia.-powiedziała, gdy oddechy nam się unormowały.
-Dziewczyny mają pierwszeństwo.-odparłem.
 -Jak chcesz. Jest mi niezmiernie miło pana poznać. Mam na imię Teria Larosa, a pan?
-Teria? –spytałem zeskoczony. No tak, niezwykłe imię, dla niezwykłej dziewczyny.
-Owszem. Imię pochodzące z Zapomnianych Lądów.-powiedziała z dumą.
-Żeglujesz?-zapytałem zaintrygowany jej słowami. To było bardzo ciekawe. Jeszcze nigdy nie słyszałem o Zapomnianych Lądach.
-Ja?! Jasne, że nie! Jeszcze nigdy nie byłam na żadnym statku….- powiedziała z żalem.
-Skoro tu teraz mieszkasz, to masz marne szanse, że pożeglujesz. Mamy do morza bardzo daleko. To na drugim krańcu Polski.
-Przecież uczyłam się geografii! Wiem, że to daleko, ale pamiętaj, że wszystko jest możliwe jeśli się tego pragnie, a twoje marzenia są szczere.
-Kogo to aforyzm?-spytałem.
-Osoby, którą bardzo chciałabym spotkać. I kiedyś ją zobaczę. Ale nie powiedziałeś mi jak ty masz na imię!-przypomniała mi.

-Miło mi panią poznać, Eryk Aniel. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj.
Zapewne znalezłeś/łaś się tutaj dzięki mnie, Księgarzowi Cmentarnemu, który wszelkimi sposobami stara się, by jego Cmentarz Zapomnianych Książek nigdy nie stał się zepchnięty na margines.
Od razu mówię, że jako Księgarz Cmentarny mam za zadanie chronić to miejsce. Nie toleruję komentarzy, które widocznie są reklamą własnego bloga. Mimo uszu puszczam komentarze, które nie imają się czasem do treści, ponieważ rozumiem, że nie każdy ma ochotę czytać wszystkiego, co ludzie piszą, a chcą stać się bardziej rozpoznawalni. Jednakże proszę o szacunek i z góry założenie sobie, że Księgarz Cmentarny jest też człowiekiem, który obrywa każdym słowem.
Ślę pozdrowienia.
Wróć ponownie, by mój Cmentarz nigdy tak na prawdę nie został zapomniany.
Księgarz Cmentarny.