poniedziałek, 14 maja 2018

Morderstwo w pociągu - Jessica Fellowes



"Anglia 1919 – 1921

Louise klepie biedę, jak wielu w powojennym Londynie. Dzięki protekcji przyjaciółki dostaję pracę w Ashtall Manor, siedzibie arystokratycznej rodziny Mitfordów. Zostaje powiernicą ich najstarszej córki, bystrej i uwielbiającej sekrety Nancy. Obie bulwersuje sprawa zabójstwa powszechnie szanowanej Florence Nightingale Shore. Czy to był napad rabunkowy, czy zemsta, której korzeni należy szukać w wojennych wydarzeniach? Louise i Nancy gromadzą fakty, rozmawiają z rodziną i znajomymi zamordowanej. Im więcej informacji udaje im się zebrać, tym więcej wątków pojawia się w ich śledztwie, ale w takich sprawach prawda jest zawsze tylko jedna, a one są zdeterminowane, by do niej dotrzeć. Równie zdeterminowany jest morderca, który zrobi wszystko, by im przeszkodzić."



         Po tak długiej przerwie od pisania recenzji zastanawiam się czy jeszcze potrafię to robić! Myślę, że to jakoś zostaje w głowie i sobie poradzę. 
         Z racji tego, że jestem w szkole plastycznej zwracam uwagę na szczegóły ( wizualne ) oraz patrzę na książki trochę jak na film, który oglądam w głowie. Dlatego moja recenzja może wydać się trochę czepialska, ale bycie perfekcjonistą to niekiedy przekleństwo. 
         Pierwszą rzeczą jaka skusiła mnie do sięgnięcie po tę książkę to przede wszystkim cudowna okładka. Idealnie wpasowuje się w czasy, w których akcja toczy się właśnie w środku. Jako osoba o delikatnym skrzywieniu na punkcie symetrii i estetyki okładka sprawia, że czuję się najedzona pod tymi względami. Wiem, że przez długi czas będę się jej jeszcze przyglądać.
         Jednak moim zdaniem świetnym zabiegiem byłoby by klimat z okładki choć delikatnie przenieść też do środka małymi ozdobnikami przy rozdziałach lub inną czcionką do ich nazw. Ale to szczegół, czepiam się.

Zdawało jej się, że dostrzega na kołnierzyku jego koszuli maleńkie plamki krwi, i zamknęła oczy, całkiem jak dziecko. Czego nie widzisz, tego nie ma.

         Jeżeli chodzi o fabułę to jest ona trochę inna niż na początku się spodziewałam. Z reguły nie czytam opisów książek zbyt wnikliwie, zazwyczaj robię to mimochodem, by nie psuć sobie zabawy w późniejszych perypetiach z bohaterami. Tak też było w tym przypadku. Wiedziałam tylko, że będą dwie dziewczyny rozwiązujące śledztwo, zamordowana kobieta i Anglia w latach dwudziestych poprzedniego wieku. Byłam zaskoczona, gdy czytając czułam się jakbym śledziła losy bohaterów powieści obyczajowej. Autorka przez większość czasu opowiada nam o losach głównych bohaterek, jak wygląda ich życie, jakie panują zasady w arystokratycznym domu z perspektywy służącej. Dowiadujemy się także co nieco o pracy policjanta. I tak jest przez połowę książki. Śledztwo jest prowadzone, jednak gubi się pośród opisów właśnie scen rodzajowych bohaterów. Jednak nie odbierało mi to przyjemności z czytania, co to to nie! Druga połowa książki o wiele dogłębniej już wnikała w sprawę śledztwa zabitej pielęgniarki. Autorka wspomina na końcu "Mam jednak nadzieję, że mieszając fakty z fikcją, pomagam lepiej zrozumieć ludzi z minionej epoki, a także zachować ich we wdzięcznej pamięci". Dobrze, ze to zdanie zostało napisane, ponieważ pomogło mi zrozumieć, że opisy życia codziennego bohaterów są celowym zabiegiem mającym nam przybliżyć życie ówczesnych ludzi. Czyli ta książka nie tylko bawi ale i uczy. W dodatku rodzina Mitford oraz sama zamordowana Florence Shore są postaciami prawdziwie żyjącymi w tamtych czasach. 
          Odnośnie samego śledztwa i morderstwa - przez długi czas nie miałam swojego podejrzanego. Z jednej strony nie było ich specjalnie wielu, ale z drugiej nie każdy pasował mi do zbrodni. Choć nie powiem, autorka nakierowała mnie, bym wierzyła, że wiem kto jest mordercą. W jednej chwili okazało się to błędem i cała sprawa nabrała innego toru podczas jednego dwustronicowego rozdziału. Oczywiście spowodowało to, że czytałam ostatnie strony z zapartym tchem, by tylko szybko dowiedzieć się jak rozwiązana zostanie ta sprawa. Czyli cel książki chyba został osiągnięty, nie uważacie? 

Doprowadzeni na skraj rozpaczy jesteśmy zdolni do czynów, o jakie nigdy byśmy się nie podejrzewali. 

          Jeśli chodzi o bohaterów tylko jedno mnie gryzie. Nie było tam zbyt wielu opisów dotyczących ich wyglądu. Może właśnie dlatego Nancy przez całą książkę wyobrażałam sobie jako rudowłosą, by później nagle dowiedzieć się, że jednak jest brunetką. Poza tym nie mam zastrzeżeń, Louise nie była bohaterką irytującą, a to ważne. Nie naprzykrza się nieprzemyślanymi decyzjami, spontanicznością, która utrudnia w dojściu do celu, jest spokojna, opanowana, działa przemyślanie i nie robi z siebie ani ofiary losu ani silnej zanadto. Dlatego łatwo jest się z nią utożsamić. 
          Do tego, choć nie jestem miłośniczką wątków miłosnych w książkach, to jeden w Morderstwie w pociągu sprawiał, że żywo kibicowałam, by skończył się szczęśliwie. To się u mnie nie zdarza! A to wszystko dlatego, że poprowadzony był bardzo naturalnie, a wręcz śmiem powiedzieć, że subtelnie i nie wybijał się chamsko na pierwszy plan. 
          Dodam także, że nie czytałam, ani nawet nie wiem o czym jest Downton Abbey, dlatego patrzę na tę książkę z perspektywy zwykłego czytelnika, który miał okazję przeczytać kryminał, poznać dwudziestowieczną Anglię, a nie zachwycać się lub nienawidzić treści przez samo nazwisko autorki znanej z czegoś innego. 
          Podsumowując, książkę czyta się bardzo przyjemnie, jest niezobowiązującą lekturą na czas wolny, akcja toczy się powoli, by w ostatnich momentach dać o sobie znać z mocnym przytupem. Bohaterowie wykreowani są w ciekawy sposób ( zwłaszcza urzekły mnie postacie męskie ), niestety bez wielu opisów wyglądu. Jeżeli jesteście chętni zanurzyć się w czasy nie tak bardzo odległej Anglii i pobyć przez chwilę w arystokratycznym domu, to zdecydowanie polecam Wam Morderstwo w pociągu. Szczególnie osobom, które lubią zaczytywać się w historical fiction. 

Za chwilowy pobyt w ubiegłym wieku wśród śmiechów dzieciaków Mitfordów dziękuję wydawnictwu Harper Collins

12 komentarzy:

  1. Oo, uwielbiam takie książki, podczas czytania których główkuje nad tym kto jest mordercą, a autor daje mi pstryczka w nos ilekroć będę pewna swych osądów.

    Wciąż to potrafisz!

    Pozdrawiam 💟
    Książkowa Przystań

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj tak jest haha Nie należy spodziewać się niesamowitych zwrotów akcji jak nowe zabójstwo, ale jest co czytać!

      Uff, ulga, dziękuję!

      Usuń
  2. Jestem ciekawa, ponieważ słyszę tyle sprzecznych opinii na temat tej książki, że chyba już pora najwyższa wyrobić sobie własną! :D

    Pozdrawiam,
    Czytanie Naszym Życiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to dobry pomysł :D

      Usuń
  3. Książka wydaje się okay, i ostatnio wszędzie ją można zobaczyć, trzeba przyznać, że okładkę ma piękną! :D

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie słyszałam o tej ksiązce i jestem pod wrażeniem, bo to bardzo dobra publikacja i dodatkowo genialna recenzja. Bardzo dobrze mi się ją czytało, będę tu wpadała częściej, dodaję bloga do obserwowanych i liczę na rewanż.

    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/05/matylda-karolina-wojciak.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi akurat okładka jako tako się podoba, ale fabuła mnie zaciekawiła :) Jak mi wpadnie w ręce to pewnie ją przeczytam :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale Cię rozumiem z tym perfekcjonizmem! Mam dokładnie tak samo i czasem sama na siebie się wściekam :D
    Książka wydaje się być naprawdę ciekawa. Kocham historie osadzone w dawnych czasach! No i uwielbiam, gdy autor wodzi czytelnika za nos. Już myślimy, że wiemy kto jest mordercą, a nagle okazuje się, że to wcale nie jest tak jak myśleliśmy :D
    Okładka bardzo ładna i minimalistyczna (porównując do większości wydawanych teraz książek z pstrokatymi wzorami) :D Może kiedyś, kiedy ogarnę moją listę wstydu, to sięgnę po ten tytuł :)
    Buziaki! :* Dolina Książek ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. KOGO JA TU WIDZĘ! <3 NIE NO! Kochana, w końcu wróciłaś!!!!!!! <3 Gdzie moje opowiadanie o Detektywie? :)Ciągle czekam na ciąg dalszy :) Też zrobiłam sobie jakiś czas temu przerwę w blogowaniu, ale nie trwała ona tak długo jak Twoja! Wstydź się! Wstydź się razy milion :D A tak na serio, fajnie, że wróciłaś <3 Nie skomentuję recenzji, bo jestem teraz w tak wielkim szoku, że normalnie wyjdę z siebie! :)
    Sprawiłaś mi ogromną radość z powrotu ;******

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nadal mam focha jak stąd do Kambodży! ;)i z powrotem ;p ;p

      Usuń
  8. Również mi się spodobała okładka :D. Jakaś taka ładna, schludna. Książka wydaje się całkiem ciekawa. A twój blog, no śliczny! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Te mandale na okładce są cudne! Kto wie, może historia zawarta w powieści w jakiś sposób mnie zaciekawi? ^_^

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Miło, że tu zawitałeś, bardzo się cieszę. Zostaw swoją myśl, a jeśli znajdziesz błędy - poinformuj. Zdarzają mi się!