wtorek, 19 kwietnia 2016

[ W gruzach kina ] 1:World War Z


          Witajcie!
         Dzisiaj przychodzę do Was z nową serią postów. Ostatnio okazało się, że miałam niezłego nosa do różnych producji filmowych i wyłpałam kilka naprawdę wartych obejrzenia, co tylko potwierdziła moja mama. Pierwszym z nich był przypadek, a jaki konkretnie?
         W jakiś bliżej nieodkryty przeze mnie sposób dowiedziałam się o istnieniu książki jaką jest World War Z autorstwa Maxa Brooksa. Historię tą mam na czytniku w wersji elektronicznej, jednak ( jak zawsze ) nie miałam okazji, by lepiej się z nią zapoznać. Okazało się bowiem, że jej ekranizacja ma być wyświetlana na jednym z kanałów w telewizji. Pomyślałam sobie, okey, niech będzie! I co z tego wynikło?
Receznja tego filmu, lub sprawozdanie czy jak to można nazwać, jest z perspektywy zwykłego widza, nie czytelnika oglądającego ekranizację danej powieści. 

         Na początek może powiedzmy sobie o czym jest ten film. Więc jest to zwykły świat, a konkretnie jakieś miejsce w Ameryce. Pewnego zwykłego poranka po śniadaniu Garry ( Brad Pitt ) wraz ze swoją żoną i dwiema córkami jadą samochodem i trafiają na ogromny korek, który skutecznie zatrzymuje ich w środku trasy. Dookoła słychać syreny policyjne, a całe miasto nagle wyląda jakby wśród zwykłych przechodniów szukano mordercy z siekierą w ręku, który zabił prezydenta. Garry widzi, że coś dzieje się z ludźmi. Atakują siebie nawzajem a w ciągu kilku sekund dopada ich nieznana i niewyjaśniona furia, która wydaje się nie do opanowania. Wszystko powodowane jest przez ugryzienia.
        Główny bohater wraz z rodziną ucieka jak najdalej od miasta zostawiając dom i pracę, choć nie ukrywajmy, kto w takiej chwili się o to martwi? Okazuje się, że tak zwane zombie są przyczyną pewnego wirusa, który rozprzestrzenia się w masowych ilościach. Garry wraz ze swoimi starymi współpracownikami próbuje jakoś uratować ludzkość przed wytępieniem wśród ludzi człowieczeństwa.



         Główną rolę w tym filmie gra Brad Pitt i, nie ukrywajmy, jest to jeden z najlepszych aktorów zachodu. W postać Garry`ego wcielił się doskonale. Emocje, które mu towarzyszyły wydawały się zupełnie prawdziwe, co u aktora jest na wagę złota. Nie tylko on jednak spisał się na medal. Po oglądnięciu filmu szperałam bez celu w internetach i znalazłam zdjęcia z planu. Green box był praktycznie wszędzie, jednak efekty komputerowe pozwoliły na doskonałe stopienie ich z tłem, zupełnie tak, jakby zombie faktycznie biegały po ulicach w morderczym szale.
         Ale skupmy się teraz na samej historii. W komentarzach pod filmem na różnych stronach internetowych widziałam masę ludzi, którzy czytali książkę i oburzali się jak można było tak ją spartaczyć. Owszem, nie raz zderzyłam się już z ekranizacjami, które godne były pożałowania i tak na prawdę, dla dobra wszystkich, lepiej by było, gdyby nawet nie wzięto się za sama ideę ich realizacji.
         Jak wiemy - większość filmów powstało na podstawie książek. Jest to oczywiste. Pisząc tę recenzję przypomina mi się idealna sytuacja sprzed kilku miesięcy. Jaka ona była?
         Siedząc w kinie z moimi przyjaciółkami czekałyśmy na upragnioną premierę Prób Ognia tj. drugiej części Więźnia Labiryntu. Po ponad dwugodzinnym bólu siedzenia od niewygodnych krzeseł wyszłyśmy przed kino i zaczęłyśmy dyskutować. Dziewczyny były wściekłe, ponieważ przeczytały całą trylogię Jamesa Dashnera, a w moim przypadku złożyło się tak, że byłam akurat po pierwszej części. One wiedziały co ma się dziać, a ja szłam na zwykłego, przypadkowego widza. Po seansie tak się oburzały... w trakcie filmu także, ale to oczywiście pominiemy. Natomiast mnie film bardzo mi się podobał. Patrzyłam na jakość, aktorów i czy wszystko na pewno było spójne.  Po przeczytaniu Prób Ognia rozumiem o co tak się awanturowały. Jednak patrzmy na film także poprzez jego realizaję, a nie tylko treść książki!
         Efekty specjalne były mistrzowskie, a niektóre momenty powodowały szybsze bicie serca z obawy o życie bohaterów, jak też przez nagłe wyskoczenie zombie z jakiegoś ciemnego zaułka.
Jednym słowem - jeśli ktoś nie czytał książki, a jest zainteresowany filmem to radzę najpierw obejrzeć film, ponieważ warto spojrzeć na niego z innej perspektywy. Nie baczcie na spojlery! Liczy się miłe spędzenie czasu. Osobście gorąco polecam i mam nadzieję, że Was ten film zauroczy choć w tak małym stopniu jak mnie. Teraz zabieramy się za czytanie pierwotnej wersji. Jako film, World War Z dostaje ode mnie 8/10.



Instagram [B]Facebook | Twitter | Wattpad [ nowa książka! ] 
Snapchat: Drakonka 
Grupa blogerów książkowych: CZYTADŁA

14 komentarzy:

  1. Zarówno film jak i książka strasznie mi się podobały. Po książce non stop się rozglądałam w poszukiwaniu zombie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaciekawiłaś mnie :o Ale nie wiem czy to dobry pomysł oglądać film o zombie kiedy boi się tego co jest w ciemnościach...ale i tak zobaczę XDD
    Nie ma za co, że pisałam ci jakie błędy he he he B)
    MONSZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Patrycjo.
      Może i nie trzęsę portkami tak jak Ty, ale ciemności również się boję. Jednakże uważam, że raczej łóżko wciąż suche będziesz posiadać.
      Dziękuje za pomoc, bez ciebie wciąż pięknie eksponowałoby recezję słowo ukryzienia!
      SZONA

      Usuń
    2. Ale niestety te łóżko już czasem takie nie jest..
      Ejejej inne słowa też pff
      MONSZ

      Usuń
  3. Mam zamiar przeczytać książkę w najbliższym czasie bo film mam już za sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam, że jest OK, niemniej - nie widziałam. Nie uwielbiam zombie i w sumie niczego konkretnego o tej tematyce nie czytałam, oglądałam pojedyncze, randomowe filmy. Nawet kiedyś miałam ochotę to obejrzeć, ale jakoś mi umknęło ;D Może jak będzie mi się kiedyś nudzić to sobie o tym przypomnę.
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajna seria!!! Zazdroszczę pomysłowości :)
    Zapraszam do siebie :)
    http://timeofbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam ten film, oglądałam go z rodzicami i siostrą, tylko mi się spodobał :/
    Spędźcie razem czas, mówili, rodzina lubi to co ty, mówili...
    Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po książkę :D
    Pozdrawiam xx
    Lady Kinn

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście nie przepadam za tego typu filmami. Tematyka zombie, czy apokalipsy raczej odrzuca mnie od filmu. Jeśli jednak nadarzy się kiedyś taka okazja, to może obejrzę i World War Z :)
    http://mybooktown.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam szczerą nadzieję, że jednak się nadarzy ;)

      Usuń
  8. Och, ja to jestem fanką wszelkich katastrof, tajemniczych wirusów i zombie. Uwielbiam The Walking Dead, a teraz pochłaniam "Piątą falę". World War Z nie widziałam, więc muszę to jak najszybciej nadrobić!

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przepadam za takimi filmami, ale polecę go mężowi, bo pewnie przypadnie mu do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam, nie widziałam. Ale książka już czeka u mnie na półce ;)
    Muszę przyznać, że jeśli chodzi o zombie to zawsze mam mieszane uczucia. Po prostu powiedziałabym, że mi się to przejadło od samego patrzenia - nie oglądałam żadnych filmów, czytałam raptem jedną książkę, a mimo to mam powyżej zombiaków. Ile tego się już namnożyło! A pewnie, będzie tylko więcej... No, ale po Twojej recenzji może kiedyś się skuszę na ten film ;)

    Pozdrawiam
    Arancione z bloga KsiążkoholizmPostępujący :*

    OdpowiedzUsuń
  11. No niestety film mnie nie przekonał. Sama nie wiem dlaczego. Może książka będzie lepsza, bo akurat nie ma to jak dobry opis rozkładającego się ciała. Jeśli nie czytałaś "Nocy zombie" to polecam. Ja się bałam spojrzeć za siebie ;) Za tę pozycję może kiedyś się wezmę. Odkładam wszystko na wakacje.
    Pozdrawiam
    www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Witaj.
Zapewne znalezłeś/łaś się tutaj dzięki mnie, Księgarzowi Cmentarnemu, który wszelkimi sposobami stara się, by jego Cmentarz Zapomnianych Książek nigdy nie stał się zepchnięty na margines.
Od razu mówię, że jako Księgarz Cmentarny mam za zadanie chronić to miejsce. Nie toleruję komentarzy, które widocznie są reklamą własnego bloga. Mimo uszu puszczam komentarze, które nie imają się czasem do treści, ponieważ rozumiem, że nie każdy ma ochotę czytać wszystkiego, co ludzie piszą, a chcą stać się bardziej rozpoznawalni. Jednakże proszę o szacunek i z góry założenie sobie, że Księgarz Cmentarny jest też człowiekiem, który obrywa każdym słowem.
Ślę pozdrowienia.
Wróć ponownie, by mój Cmentarz nigdy tak na prawdę nie został zapomniany.
Księgarz Cmentarny.