poniedziałek, 9 lutego 2015

„Gdy ból złym go uczynił"

Przemierzał krainę pustą jak dom jego.
Wielkie buty oraz czarny płaszcz starały się ukryć straszną duszę.
Z każdym krokiem narastała furia, złość i rządza terroru.
A wszystko przez miłość, co nie wahała się uczynić serca kamiennym.
Nie był złym, tym bardziej niebezpiecznym.
Jego osoba była pełna dobroci i miłości do tych, którzy zaznać jej już nie mogli.
W domu dziecka się wychował.
I także tu do śmierci chciał zostać.
Pomagał, gdy koszmary nękały.
Leczył, gdy tęsknota zbyt bardzo raniła.
Żadne z nas nigdy nie powiedziało, że bił jak inni opiekunowie.
Był przez nas darzony wielkim szacunkiem.
Dawał poczucie bezpieczeństwa i wywoływał radość na kamiennych maskach, które już zapomniały co to za uczucie.
Ja pytałam, ja wyręczałam w tym innych mówiąc: Czemu jesteś dobry dla sierot, które już od narodzin niechciane?
On tylko w oczy spoglądał i uśmiechał szczerze.
Cenił we mnie, że pytam.
Cenił, że się nie bałam.
Mimo, iż mam nie więcej jak jedenaście jesieni, czuję jakbym znała go dłużej.
Wychowywał mnie troskliwie jak matka i zdecydowanie jak ojciec.
Mówił, gdy mama we śnie budziła, ze on nie opuści, że zawsze będzie.
Warunek jeden za każdym razem stawiać raczył…
Że kiedyś mnie stąd wydostanie,  że już do końca świata kochać jak córkę będzie.
Ja wierzyłam.
Ja kochałam.
Chciałam, by był dla mnie rodziną.
Nadzieja zawsze odganiała wątpliwości.
Sieroty, nigdy niechciane.
Miłością do kogoś na ziemi trzymane.
Wielu z nas chciało znowu zobaczyć rodziców.
Dotrzeć do nieba, by przytulić raz ostatni.
Bóg nam świadkiem jak tęsknota od środka niszczyła.
Jak boleśnie biła bez granic.
Zresztą nie tylko ona.
Opiekunowie byli dla nas wcielonym strachem.
Karali za śmieszne przewinienia.
Nie mogliśmy sprzeciwiać się uderzeniom, bo stałyby się jeszcze silniejsze.
To wszystko przez przypadek się stało.
Nikt tego nie planował.
Ten jeden raz uderzyli zbyt mocno.
Potknęłam się na jednego z tyranów, a ten odrzucił mnie od siebie.
Pchnięta siłą dorosłych uderzyłam głową o ceglaną, zimną ścianę.
Życie, które trzymałam ramionami z całych sił uciekło jak popiół na wietrze.
Śmierć stanęła tuż przy mnie i otuliła ciemnym płaszczem tak, by nic nie bolało.
Do dzieci chyba ma największą słabość.
Patrzyłam na reakcję taty, gdy lekarz mówił mu o mnie.
Widziałam wszystko.
Gdy się dowiedział...
Coś pękło w środku.
Złość opętała w całości.
Zniknęło to dobro, ta piękna miłość umarła wraz ze mną.
Dotarł pędem do sprawców i gdy już miał się zamachnąć…
Opuścił dłoń.
Mówiłam, że nigdy nie był potworem.
Ruszył przed siebie, zdala od wspomnień, przeszłości.
Szczególnie starał się zapomnieć o moim uśmiechu.
Odziany w czerń przemierza świat, by znaleźć dla siebie miejsce.
Choć się stara, serce już na klucz zamknięte.
Patrzę na łzy, które już nigdy nie opuszczają jego twarzy.
Tu, w niebie jestem jego stróżem.
Czekam na spotkanie z niecierpliwością.
Mam nadzieję, że gdy jeszcze kiedyś sięgniesz po ten wiersz, pierwsze trzy linijki przeczytasz z czymś w rodzaju smutku w głosie.
Tak jak ja, gdy to pisałam.

Bądźcie wyrozumiali i nie kopiujcie.
Aż trudno uwierzyć, że inspiracją do tego były „Trudne sprawy" xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj.
Zapewne znalezłeś/łaś się tutaj dzięki mnie, Księgarzowi Cmentarnemu, który wszelkimi sposobami stara się, by jego Cmentarz Zapomnianych Książek nigdy nie stał się zepchnięty na margines.
Od razu mówię, że jako Księgarz Cmentarny mam za zadanie chronić to miejsce. Nie toleruję komentarzy, które widocznie są reklamą własnego bloga. Mimo uszu puszczam komentarze, które nie imają się czasem do treści, ponieważ rozumiem, że nie każdy ma ochotę czytać wszystkiego, co ludzie piszą, a chcą stać się bardziej rozpoznawalni. Jednakże proszę o szacunek i z góry założenie sobie, że Księgarz Cmentarny jest też człowiekiem, który obrywa każdym słowem.
Ślę pozdrowienia.
Wróć ponownie, by mój Cmentarz nigdy tak na prawdę nie został zapomniany.
Księgarz Cmentarny.